Translate

wtorek, 19 czerwca 2018

Basia, Basieńka...

Mała, maleńka :)
     Basia dostała się w moje ręce przez przypadek. Pełno ich było bidulek w naszym spożywczaku. Oglądałam i macałam, ale tak brzydkie były, że nie wzięłam. Ale co ma wisieć, nie utonie... Moja mama kupiła Wnusi laleczkę z cukierkami, które po drodze gdzieś odpadły i dotarła sama lala. Lala była mała i brzydko zrobiona, więc poszła w kąt. A ja skrzętnie ją schowałam dla siebie, by z tego co schowałam, zrobić Basieńkę. Przedstawiam zdjęcie sprzed metamorfozy, która obejmowała oderwanie i przyklejenie włosków oraz oderwanie ubranka pieczołowicie przyklejonego klejem na gorąco przez wykonawcę do ciałka i tychże wyżej wymienionych włosów oraz zrobienie nowego ubranka.

Przed:  



Po:



      I co Wy na to? Bo mi się od razu bardziej podoba i żałuję, że tylko jedna Basieńka mi się dostała. A były jeszcze brunetki i blondynki... Cóż, innym razem.

                                                                              Pozdrawiam wszystkich, Danka

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Wiosenna Gosia część 1

    Ja jak zwykle spóźniona i to ogromnie. Zdjęcia mam z kwietnia, przepraszam za tak straszną zwłokę w pisaniu postów. Normalnie nie wiem co napisać. Dzisiaj też na szybko. Chwilę pracowałam, teraz jest tak pięknie, że w domu mnie nie ma prawie wcale. A dzieci okupują na zmianę laptop i nie mam kiedy obrobić zdjęć. Bo zdjęcia mam. Tylko oczekują :) Więc bez zbędnego gadania, Gosia w wiosennej odsłonie :)








     I już pędzę dalej. Dzieciaki muszę odebrać z przedszkola, swoją córę i chrześnicę moją kochaną. Postaram się szybko zabrać za resztę zdjęć, bo też chyba wiosenne jeszcze :) Tak mi głupio, muszę nadrobić wszystkie zaległości na waszych blogach, bo się opuściłam ostatnio. A poza tym szykuję akcesorium do zdjęć letnich dla Gosi, ale to innym razem :D 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, Danka

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Przyszła do mnie...

nie wiem skąd? Pierwsza przyszła czarnula, Rebeka. Pojawiła się nagle na ścieżce do mego domu i jest. To było jakiś czas temu, ale dopiero dzisiaj kilka zdjęć dodaję. Miały być wampiry i inne takie ale nie było czasu na szycie. Więc śpią sobie w trumnach i czekają na swoją kolej.






Goła przyszła, bo po drodze ją napadli i obdarli z ubrań. Dobrze, że chociaż buty miała na nogach. Zaraz mnie zapędziła do maszyny i ubrania szyć kazała :) Więc teraz paraduje w spódnicy i sweterku.


A potem zjawiła się Gosia.
Gosia od razu chwyciła mnie swoją urodą i krągłościami za serce.
Zaraz po pierwszej nocy w mym domu pojechała ze mną do pracy.





Wczoraj miała być sesja na zieloną niedzielę, ale nie obrobiłam zdjęć bo padłam jak mucha razem z córką. Chyba zasnęłam szybciej niż ona :) Byłyśmy z Gosią na działce, koło mojego już w połowie skończonego domu. To chyba moje ulubione miejsce do siedzenia, leniuchowania, focenia i robótkowania. Gosia biegała to tu, to tam. Oglądała ogródek, jeszcze pustawy. Ja w tym czasie robiłam jej szal, bo wieczorem  jest chłodnawo.







 Zachodzące słońce świeciło jej w oczy.


Zdążyłam w ostatniej chwili z szalem przed nadejściem fali chłodu.


Gosia jest moją pierwszą MTM Barbie. Jestem zachwycona, jest fajna, masywna i pięknie pozuje. Jeszcze nie ogarniam tematu więc zdjęcia ciut sztywne :D 
A zapomniałam, że mam jeszcze kilka grubci, które nadal tkwią w pudełkach. Te dopiero są bidne, już nogami przebierają od zeszłego roku, a tu nikt ich nie chce wypuścić na wolność. 

Pozdrawiam Was serdecznie i przepraszam, że musicie jeszcze na wampirusy poczekać. 
Danka